* * * * * *
Głowa mnie strasznie bolała. Po chwili przypomniałam sobie co się zdarzyło i gwałtownie usiadłam. To co zobaczyłam mnie przeraziło. Była zima ale nie odczuwałam zimna. W oddali było widać ośmioletnie dzieci. Wstałam i zaczęłam do nich podchodzić, ale to co zobaczyłam mnie zszokowało. Ta grupka dzieci to moi znajomi ze szkoły, którzy stali w okręgu, a w środku zobaczyłam młodszą wersje mnie. Dzieciaki krzyczały. Wiedziałam co chociaż nie słyszałam słów. To co się tam działo jest jednym z moich najgorszych wspomnień. Znajomi się rzucili na młodszą mnie. Zaczęli mnie bić, kopać i pogardzać mną jak nigdy. Nie powstrzymali się nawet kiedy leżałam już na śniegu. Dalej robili ze mną co chcieli, a ja tylko się zasłaniałam rękoma. Po dwudziestu minutach odeszli i zostawili mnie pobitą i zmarzniętą na ziemi. Chciałam podbiec do młodszej wersji mnie ale sceneria nagle się zmieniła. Tym razem była późna wiosna i mieliśmy po 11 lat. Byliśmy na wycieczce w lesie. Zostaliśmy podzieleni na pięcioosobowe grupy. Mnie przydzielono do grupki chłopaków, którzy najbardziej mną pogardzali. Mieliśmy bawić się w podchody i ta grupa, która znajdzie najwięcej ukrytych przedmiotów dostanie nagrodę. Nie liczyłam na to, że my ją zdobędziemy. Wiedziałam, że chłopacy z mojej grupy tylko czekali aż będziemy sami. Wiedziałam co mnie czeka tylko nie myślałam, że wymyślą coś tak strasznego. Im starsi tym bardziej brutalni byli. Szliśmy przez las w milczeniu. W końcu przywódca grupy się zatrzymał przed grubym drzewem. Chłopak po mojej prawej wyciągnął sznur, a reszta się na mnie rzuciła. Po paru minutach walki, przywiązali mnie do drzewa. Nie wiedziałam co teraz będzie. Po chwili się przekonałam, każdy z chłopaków wyciągnął zabawkowe pistolety na kulki. Zaczęli we mnie strzelać. Starałam się robić uniki lecz to nie było łatwe. Po chwili znudziło im się to, chyba. Odwiązali mnie. Trochę się odsunęli, a ja wykorzystując sytuacje, zaczęłam uciekać. Biegłam nie patrząc dokąd uciekam. Zbyt długo się nie cieszyłam wolnością, bo po piętnastu minutach biegu dogonili mnie i otoczyli.
- Nie uważacie, że naszej małej uciekinierce należy się kara?-zapytał przywódca grupy, a reszta pokiwała zgodnie głowami.-Wiesz nie byłoby tak źle gdybyś nie uciekła, ale teraz się dowiesz kto jest twoim panem i już nigdy się nam nie sprzeciwisz.
Stałam nieruchomo i czekałam na nieuniknione. Zaczęli się do mnie zbliżać i rozpoczęli swój rytuał poniżania mnie. Kiedy skończyli leżałam nieruchomo na ziemi. Tym razem nie podbiegłam do siebie tylko czekałam aż sceneria się zmieni bo wiedziałam, że i tak nie zmienię historii. W końcu zaczęła się zmieniać udało mi się wychwycić parę innych złych wspomnień. W końcu się zatrzymała. Od razu rozpoznałam gdzie jestem. Miałam wtedy chyba 13 lat. Wydarzenia poprzedzające to były bardziej okrutne niż poprzednie z lasu. Od tamtego czasu unikałam chłopaków i zamknęłam się w sobie. Nadszedł dzień kiedy postanowiłam ze sobą skończyć. Uznałam, że najlepsze będzie rzucić się z mostu. Przeszłam przez barierki i skoczyłam. Woda była ciepła chociaż nie powinna bo był to deszczowy jesienny dzień. Poczułam ulgę, że to już koniec. Zamknęłam oczu i oddałam się w ręce rzeki. Nic nie czułam poza ciepłym dotykiem wody. Po chwili i to przestałam czuć. Zadowolona, że to koniec uśmiechnęłam się. Niech to szlag , nie udało mi się, ciągle żyje. Byłam w szpitalu. Po paru minutach przyszedł do mnie psycholog ale ja nie miałam ochoty z nim rozmawiać mimo to on do mnie mówił.
- Nie rozumiem ludzi, którzy chcą się zabić, a tym bardzie tych którzy nie mają żadnego powodu. Oczywiście ty masz to zrozumiałe, że zagubiłaś się w życiu. Wiecznie poniżana przez znajomych ze szkoły i nie tylko. - ciekawe skąd wiedział o poniżaniu mnie skoro nikomu o tym nie mówiłam.- Ale wiesz co ci powiem? Każdy ma swoją misję do wykonania i to, że żyjesz jest na to dowodem. Widocznie jakaś wyższa siła ma wobec ciebie plany i to bardzo ważne skoro leżysz tu, oddychasz i wyszłaś z tego bez uszczerbku na zdrowiu. Nie mówię tu o Bogu tylko o sile, która kiedyś zażądała żebyś się urodziła. Może życie nie jest łatwe ale pamiętaj dostajesz tyle ile jesteś w stanie znieść, a to świadczy o tym, że jesteś bardzo silną osobą.- skończył mówić i wyszedł.
Po tym zdarzeniu przestałam myśleć o sobie jako osobie, która nic nie znaczy ale o człowieku, który ma bardzo ważną misję do wykonania i nie może umrzeć. Zaczęłam chodzić na Judo. Sprzeciwiłam się znajomym i w końcu przestali mnie dręczyć. Nagle wszystko pociemniało. Była tylko czarna plama nic więcej po chwili usłyszałam pikanie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam białe światło. Gwałtownie usiadłam i całe ciało zaczęło mnie boleć. Tym razem to nie było wspomnienie ale rzeczywistość, była w Wieży Tytanów,a dokładnie w sali szpitalnej. Kiedy Robin usłyszał mój krzyk, otworzył oczy,a jak zobaczył, że siedzę natychmiast do mnie podbiegł.
- Nie ruszaj się.- powiedział i zaczął mnie kłaść ale ja czułam, że jest coś nie w porządku. Odsunęłam jego ręce i usiadłam. Jak to zobaczyłam byłam przerażona. W wielu miejscach byłam owinięta bandażem.
- Co to jest?-spytałam się jego, wskazując na bandaż na udzie.
- Zostałaś ranna i musieliśmy zatrzymać krwawienie.
- Zdejmij to ze mnie- prawie krzyknęłam z rozpaczy.
- Ale dlaczego?
- Po prostu to ze mnie zdejmij!-rozryczałam się, on widząc moją reakcje, szybko zaczął odwijać wszystkie bandaże. Usiadł obok mnie i zapytał:
- A teraz mi wyjaśnisz o co chodzi z bandażem?
- Nie wiem czemu ale nie mogę znieść jego dotyku. Przeraża mnie nawet myśl o nim. -tłumaczyłam mu przez łzy.- A teraz może ty mi wyjaśnisz co się stało?
- Kiedy zaczęłaś medytować wszystko w okół zaczęło latać, tylko nie my, co było dziwne. Budynki się paliły, ziemia trzęsła, a z hydrantów woda wylatywała strumieniami. Ty zaczęłaś się unosić do momentu kiedy znalazłaś się w pozycji pionowej i wszystkie żywioły zaczęły tańczyć wokół Ciebie. Wyglądało to jakbyś była ich panem. W pewnym momencie zaczęłaś krzyczeć, a wszystkie żywioły rzuciły się na Popielarza. Kiedy on został pokonany, zaczęłaś spadać i wiatr zareagował natychmiast. Złapał Ciebie i położył na ziemi. Potem wszystkie żywioły zniknęły. Kiedy do ciebie podbiegliśmy leżałaś nie przytomna i cała zakrwawiona. Przenieśliśmy ciebie do wieży i opatrzyliśmy. Leżysz tu trzy dni i cały czas krzyczysz, nikt nie wiedział o co chodzi. Stwierdziliśmy, że po prostu śni ci się koszmar.-kiedy skończył nie mogłam w to uwierzyć.
- Ale wszystkie żywioły? Cała czwórka? Rozumiem ogień ale reszta.
- Tak było, widocznie posiadasz bardzo specjalny dar: połączenie ze wszystkimi żywiołami, które odpowiedzą na każde twoje wezwanie. A teraz musisz wypocząć i nie patrz tak na mnie bo wyglądasz okropnie.
- A będziesz tu cały czas?
- Nie zostawię cie.
Trochę uspokojona, że nie zostałam sama, położyłam się i zamknęłam oczy. Rozmyślałam nad tym co mi powiedział kiedyś psycholog w tym pamiętnym dniu i sądzę, że ma racje. Każdy ma jakąś misje do wypełnienia. W końcu udało mi się zasnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz